Sesja nad jeziorem Karoliny i Marcina – nie ma to jak nad wodą

Zacznę dzisiaj od przysłowia. Do trzech razy sztuka! Słyszeliście to powiedzonko nieraz, prawda? Otóż w przypadku tej sesji sprawdziło się doskonale.

No dobra, sama sesja ślubna nad jeziorem w końcu miała miejsce, ale zanim to… Uf, rollercoaster wydarzeń! Przekładaliśmy aż dwa razy! Samo życie. Pierwszy raz nie udało nam się zorganizować wyjścia na zdjęcia ślubne nad jeziorem, ponieważ, gdy już byłem u progu wyjścia, a młodzi w drodze to… nadeszło urwanie chmury! Cóż, z żywiołem nie wygrasz :). Kolejnym razem dopadło mnie choróbsko i dało w kość moim zatokom. Zatem dopiero za trzecim razem wszystko się udało. Wiecie, po co o tym piszę? Po pierwsze, bo czasem warto wyluzować i przypomnieć sobie, że jesteśmy ludźmi, którzy nie mają wszechmocnego wpływu na wszystko! Po drugie, bo WAŻNE JEST TO, że u mnie sesje można przekładać wedle uznania. Wiem, że życie pisze różne scenariusze i jeśli para przykładowo ma zaplanowany ślub jesienią, a chce zrobić sesję poślubną w kolejnym roku – nie ma problemu. Dogadamy się. Zatem przejdźmy do szczegółów sesji zdjęciowej nad jeziorem Karoliny i Marcina: głównych bohaterów tego artykułu.

Plener ślubny nad jeziorem: kojąca bliskość natury

Przedstawieni przed chwilą Karolina i Marcin to para, której ślub fotografowałem w sierpniu 2021 roku. Postawiliśmy na zdjęcia ślubne nad jeziorem, co było życzeniem młodych. Zawsze konsultuję pomysły ze swoimi klientami, bo ważne jest dla mnie Wasze zdanie. Z ciekawostek, jako rodzinny facet często na sesje zabieram ze sobą żonę, która trochę mi pomaga! Jednak tym razem byłem sam, więc wszedłem w obie role: fotografa i swojej prawej ręki jednocześnie. A właściwie byłem pomocną ręką dla panny młodej: a trzeba było poprawić jej suknię albo fryzurę. Takich wyzwań się nie boję ;). A co!

Ta sesja zdjeciowa nad jeziorem przybrała naturalnie formę przyjemnego spaceru. Rozkoszowaliśmy się okolicznościami przyrody i oczywiście robiliśmy ujęcia. Chociaż to nie był mój pierwszy plener ślubny nad jeziorem, zawsze próbuję zrobić coś nowego, wyjątkowego. Tym razem postanowiłem w pełni wykorzystać możliwości, jakie oferowała wieża widokowa usytuowana tuż przy wodzie. To był strzał w dziesiątkę! W szczytowej formie (dosłownie :D), zaczęliśmy od samej góry i schodziliśmy sukcesywnie w dół. Na każdym piętrze odkrywałem nowe inspiracje, co motywowało nas do wykonywania coraz to fajniejszych ujęć. Zdjęcia przy schodach, klimatycznych barierkach. Fotografie z widokiem na urokliwie ciągnącą się wodę i cudowny las. Było magicznie!

Sesja zdjęciowa nad jeziorem to mnóstwo możliwości!

Karolina i Marcin czuli się nad wyraz swobodnie. Myślę, że dowodem tego są ich szczere uśmiechy, które upiększają niektóre zdjęcia. Zobaczcie sami! Po nietypowych zdjęciach na wieży i po tych przy linii brzegowej, postanowiliśmy eksplorować pomost. Tam zastała nas już noc. Znowu natura z nami “wygrała”,  bo mieliśmy jeszcze wiele fajnych pomysłów i energii. Jednak trzeba uczciwie przyznać przyrodzie, że była bardzo wdzięczną towarzyszką i tego dnia stanowiła tła do wielu fantastycznych ujęć. Zdjęcia ślubne nad jeziorem to zawsze dobry pomysł, o czym znowu się przekonałem. Niezwykłym sprzymierzeńcem był też po prostu… mój sprzęt. Od niedawna mam nowy aparat, który charakteryzuje się elektroniczną, niemal niesłyszalną migawką. Karolina i Marcin nie słyszeli typowych pstryków, dzięki czemu ich swoboda była wręcz wspaniała! Nie widać żadnego napięcia ani pozowania. Zawsze robię wiele zdjęć, bo szukam tych najmniej wystudiowanych póz, najbardziej naturalnych ujęć. Myślę, że mnie to mocno wyróżnia na tle konkurencji! Stawiam na spontaniczność i nie pokazuję parom jakichś ustawionych inspiracji z mediów społecznościowych. Owszem, sam czasem przeglądam Instagrama, przyznaję się! Fajnie szukać, odkrywać, podziwiać prace innych. Jednak do swoich “modeli i modelek” podchodzę personalnie, starając się odkryć ich naturę. Po prostu ich.

Podsumowując, zdjęcia ślubne nad jeziorem to fenomenalna opcja. W okolicy Białegostoku jest wiele zalewów, stawików, pięknych wód. Pół życia wędkowałem i znam podlaskie akweny jak własną kieszeń. To z pewnością atut, bo wyszukanie miłych miejscówek z wodą to dla mnie pestka.

To co? Pasuje Wam taka opcja? Jesteście gotowi na swoją własną, spersonalizowaną sesję zdjęciową nad jeziorem? Albo w innych okolicznościach? Zapraszam do kontaktu: wierzę, że znajdziemy wspólny język!

Spodobała się Wam ta sesja ślubna? Na pewno przypadną Wam do gustu zdjęcia ślubne w plenerze w uroczym rezerwacie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.